Kim jestem?
Miłość do koni zrodziła się u mnie trzydzieści lat temu. Kiedy byłam małą dziewczynką mama wsadzała mnie na jednego z naszych dwóch koni i musiałam sobie radzić. Najważniejsza rada była taka - trzymaj się nogami, bo inaczej spadniesz. :) Od tego czasu nie rozstawałam się już z końmi.
Kiedy miałam dwanaście lat, zaczęłam uczyć się jeździć na poważnie i szczęśliwy traf chciał, że na mojej drodze stanęła wspaniała trenerka - Anna Jabateh, która wkładała całe swoje serce w swoją pracę ucząc mnie nie tylko jak delikatnie jeździć, ale też szacunku do tego, że koń pozwala mi na siedzenie na jego grzbiecie. W obecnych czasach to jest jeszcze rzadkość, a dwadzieścia lat temu, to był prawdziwy ewenement. W tamtym okresie spotkałam jeszcze kogoś, kto jednym małym pokazem podczas obozu, zrodził moją ciekawość do bardzo enigmatycznego wtedy pojęcia "natural horsemanship", był to Kuba Ciemoczołowski.
Te trzy osoby sprawiły, że moje losy w świecie końskim potoczyły się tak, że zamiast ganiać po piękne czapraki do sklepów jeździeckich i potem wystrojona na zawody, ja wolałam być z końmi, obserwować je i zawsze bardziej zależało mi na relacji niż na tym żeby ktoś wręczył mi puchar.
Dlatego też nie pochwalę się tutaj zdobytymi tytułami, ale w zamian za to mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że potrafię dostosować tryb i techniki pracy indywidualnie do konia i jego właściciela.
Najważniejszy "tytuł", o którym chciałabym wspomnieć, to trener HorseKiDo, czyli współpraca z moim patronem Kubą Ciemnoczołowskim, który uwierzył we mnie kilka lat temu i pomógł mi zostać trenerem. I tak spełniło się moje marzenie z wczesno nastoletnich lat, kiedy myślałam sobie, że kiedyś chcę być taka jak Kuba. :)
Jak pracuję?
Na pierwszym miejscu zawsze stawiam na obserwację tego w jaki sposób przebiega komunikacja między człowiekiem, a koniem. Oczywiście większość ludzi zwraca się do mnie z konkretnym problemem, ale to jest zazwyczaj tylko tak zwana wisienka na torcie, a ja muszę znaleźć przyczynę.
Niezależnie od tego czy trening jest z ziemi, czy z siodła, najważniejsze jest to, czy człowiek rozumie swojego konia i czy potrafi przekazywać mu informacje w zrozumiały sposób. Dlatego też większość treningów to praca nad człowiekiem, walka z przekonaniem, że nie ma cudownej recepty na pięknie poruszającego się, grzecznego konia. Zanim faktycznie zaczniemy pracę muszę wiedzieć jak żyje koń, ile czasu spędza na padoku, w jakim stadzie, co je, jaka jest jego codzienna i tygodniowa rutyna. To samo dotyczy człowieka, to jak żyje, czy ma stresującą pracę, którą później przywozi do stajni, czy robi rzeczy, które sprawiają, że jest spięty po lewej stronie w siodle, to jakie ma przekonania o sobie samym i o swoim jeździectwie - to wszystko jest ważne.
Treningi wyglądają różnie, są z ziemi, są z siodła, są typowo dosiadowe, każdy klient ma inne wymagania i oczekiwania, a ja zawsze przychodzę z indywidualnym podejściem do pary i otwartym umysłem. Dlatego jeśli szukasz kogoś, kto obieca Ci, że za miesiąc czy pół roku będziesz miał to, co sobie wymarzyłeś, to ja nie jestem odpowiednią osobą. Oczywiście wiem, że z każdym da się wypracować wszystko o ile zdrowie fizyczne na to pozwala, ale praca z końmi jest tak złożona, że bardzo ciężko określić ramy czasowe. Mogę tylko obiecać, że każdy problem da się rozwiązać, ale wiąże się to często ze zmianą podejścia człowieka czy zmianą trybu życia konia, nie zawsze problem da się rozwiązać tylko podczas pracy na placu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej:
konioholic@gmail.com
+48 665 646 488