top of page
logo.png

Jak wolny wybieg wpływa na przebieg astmy?

  • Zdjęcie autora: Ewa Winiarska
    Ewa Winiarska
  • 2 kwi
  • 3 minut(y) czytania


Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest oczywista, bo od lat konie w mojej stajni żyją w takim trybie, nie tylko te z problemami oddechowymi, widziałam już wiele pozytywnych przemian fizycznych i psychicznych.


Wszystko zaczęło się od Iskry, która miała bardzo zaawansowaną astmę. Przez kilka lat jej choroby, która postępowała bardzo szybko, próbowałam różnych sposobów oprócz leczenia sterydami. Kiedy jednak ona zachorowała, była to mało popularna choroba. W tej chwili mnóstwo koni i ich właścicieli boryka się z tym schorzeniem. Iskrze wolny wybieg przedłużył życie o jakieś trzy lata. Zmarła na atak serca, na szczęście, chociaż już od kilku miesięcy martwiłam się, że nie zdążę jej uśpić w odpowiednim momencie i się udusi.

Od tego czasu minęło kilka lat i zamieszkało u mnie w stajni kilkanaście koni z astmą w różnym stadium zaawansowania. Wszystkie obowiązkowo w trybie wolnowybiegowym, ale do każdego podchodzimy indywidualnie. Opowiem Ci teraz najciekawszy i zarazem najcięższy przypadek, jaki nam się trafił.


🐴Wuzetka, 21 lat, kucyk szetlandzki. Przyjechała do nas jesienią ponad trzy lata temu, dusiła się dramatycznie, nie działały żadne sterydy, preparaty rozszerzające oskrzela, suplementy, syropy i tym podobne. Wiedziałyśmy, że mamy dobry okres, bo zima jest zawsze łatwiejsza. Miała moczone siano kilka godzin, podawane w siatkach i trawokulki, a także pomocniczo ziółka i inhalacje z olejkami eterycznymi. Jej stan, który był słaby ale stabilny dzięki zimnym miesiącom, pogorszył się wraz z nadejściem wiosny i lata. Stała na trawie, początkowo była gruba, ale niestety miała mało chęci do życia, nawet do jedzenia, całą energię zużywała na oddychanie, a co za tym idzie zaczęła chudnąć. Kiedy pod koniec lata nasze myśli zaczęły krążyć koło eutanazji, a wiele osób mówiło, że znęcamy się nad kucykiem i dawno powinnyśmy skrócić jej cierpienia, jej stan zaczął się poprawiać. W końcu zaczęły być widoczne efekty oczyszczenia organizmu, który nie był codziennie wystawiany na działanie alergenów, pyłu i kurzu, które są w suchym sianie i Wuzetka odżyła. Zaczęła tyć, oddech powoli wracał do takiego, który można przypisać normie. Przez kolejny rok bardzo uważałyśmy żeby nadal nie miała styczności z alergenami i objawy w zasadzie zniknęły. Duszności pojawiają się jedynie kiedy przez dłuższy czas jest sucho i gorąco, wtedy pomagają inhalacje ze zwykłej soli fizjologicznej oraz zioła. Od około listopada 2025 nasza dziewczyna wróciła na suche siano na okres zimowy i nie było absolutnie żadnych objawów astmatycznych. W najbliższych tygodniach, kiedy zacznie się robić ciepło będziemy ją bacznie obserwować i sprawdzimy czy jeszcze wiosnę będzie mogła zostać na takiej diecie. Na lato, kiedy trawa nie będzie miała już tyle cukru, najprawdopodobniej to będzie jej jedyne pożywienie objętościowe, ewentualnie dorzucimy trawokulki bądź moczone sianko. Tak z kucyka, którego wiele osób, nawet weterynarzy, już wysłało na tamten świat, stała się praktycznie bezobjawowym, wesoło galopującym stworzonkiem.


Życie Wuzetki zostało ocalone, bo dałyśmy organizmowi czas na regenerację i ograniczyłyśmy kontakt z alergenami wspomagając ją doraźnie ziołami. Na rynku jest ogrom suplementów dla astmatyków, cudowne syropy, granulki, które mają sprawić, że koń nagle zacznie oddychać normalnie, ale to wszystko jest przetworzone i zazwyczaj w zbyt małej ilości. My zioła dawałyśmy garściami, co jakiś czas robiąc bar ziołowy i obserwowałyśmy, które wybierze, bo zazwyczaj organizm sam wie czego potrzebuje. Oczywiście sukces też przypisuję temu, że mamy cudowną Panią Weterynarz – Martę Barzyk-Żywną, która podziela nasz entuzjazm do alternatywnych metod oprócz farmakologii, a także wie, że my najlepiej znamy swoje konie, bo codziennie patrzymy, obserwujemy i wyciągamy wnioski.


Po „przerobionych” wielu koniach z astmą wiem, że to nie jest wyrok, że takie konie mogą spokojnie żyć i pracować wiele lat, dożywając spokojnej starości, ale im bardziej oddalamy się od ich natury, czyli przebywania całą dobę na zewnątrz, zamieniamy zioła na przetworzone suplementy i co rusz podajemy sterydy, tym jest trudniej.

Komentarze


bottom of page